18 marca 2008. Autor: Halny
No to się wku… Edek ma w szkole nową - nienową nauczycielkę. Jakieś dwa miesiące temu jedna pani się zwolniła, więc przyszła inna. Ja - nauczony wieloletnimi doświadczeniami - od razu umówiłem się na “widzenie”, żeby powyjaśniać, co i jak, co to ADHD, jak się objawia, jak postępować z dzieckiem.
(Niestety studia pedagogiczne koncentrują się na wielu perdołach, typu psychologia rozwojowa, czy w ogóle historia psychologii z Freudem na czele, co jak wiadomo jest wielce przydatne w szkole. Wiedza o ADHD w szkołach przydatna nie jest, bo nie ma ADHD, tylko złe wychowanie. To oczywiste).
No więc spotkałem się z przemiłą Panią, która uczy jeszcze w innej szkole od wielu lat. Wiedziałem, że ciężko będzie, bo takie panie z reguły wszystko wiedzą najlepiej. Więc podwójnie się starałem być miły, rzeczowy, pomocny i broń Boże nie podważać kompetencji. I wydawało się OK. Pani ze zrozumieniem kiwała głową, nawet ze dwa razy o coś dopytała, wzięła broszurki, polecane artykuły o ADHD w internecie, wykaz literatury, powiedziała, że poczyta i że wie, jakie ją wyzwanie czeka. Fajnie, pomyślałem, może spojrzy tu i ówdzie, dowie się czegoś o ADHD, no i pewnikiem będzie dobrze.
Otóż nie. Otwieram Ci ja zeszyt Edka wczoraj, a tam wielkimi literami, że pół strony zajęte (choć umawialiśmy się, że korespondujemy za pomocą dzienniczka, żeby Edek się nad zeszytem nie dekoncetrował i miał świadomość, że to do nauki tylko), no więc tam na pół strony:
“Proszę coś zrobić, żeby Edward się koncentrował na lekcji!!! Ja nie mogę mu poświęcać więcej czasu, niż innym, bo jestem sama w klasie. A on wciąż buja w obłokach. Proszę o pilną interwencję!”
Nawet się nie wściekłem. Opadłem z sił. Co, mam policję z interwencją nasłać?! To prawda, że znaczny odsetek Polaków nie rozumie tego, co czyta. Obawiam się, że sporo wśród nich nauczycieli.
Komentarze (0)
Kategorie: ADHD, Szkoła.