Wszystko nie tak

Miałem sobie spokojnie Euro pooglądać. Spokojnie jednak nie było.

Najpierw zaczęło się Euro. I od razu skończyło dla naszych, więc już byłem podminowany.

Ale oczywiście to było tylko preludium do kolejnych zdarzeń. Szkoła oczywiście, bo cóż innego, i kolejne aberracje związane z nauczycielami… Jak ci ludzie pokończyli studia?! A przede wszystkim - kto im zaliczył maturę?! Bo średnie wykształcenie chyba musi wymagać minimum inteligencji chyba. No ale jakimś dziwnym trafem skończyli studia nawet i znaleźli się w szkole, do której nieszczęśliwie moje dziecko uczęszcza.

Nie mam siły nawet tego komentować, chociaż już się zaczęły wakacje. Muszę jeszcze to przetrawić, bo jak tylko pomyślę - to mnie szlag trafia, cholera bierze i mam ochotę strzelać.

Słomiany zapał c.d.

Nawet nie ma co gadać. A poza tym Euro się zaczęło, więc czasu na pisanie nie ma…

Słomiany zapał…

… to częsta adhd-owa przypadłość. Miałem regularnie pisywać na blogu i jak widać nie za bardzo się udaje. Ale… Po pierwsze jak zwykle robota - odkładana na ostatnią chwilę (bo zawsze jakieś ciekawsze i pilniejsze zajęcia sobie wynaleźć potrafię). A tu zaczynają kontrahenci dzwonić, a się upominać, a to miało już być tydzień temu gotowe, a czemu nie jest… Co miałem powiedzieć?! Zarwane noce i dnie od świtu do wieczora przez dwa tygodnie. Poszło!

Potem majowy długi weekend, to mi się po tej katordze nic nie chciało, nawet onetu odpalić. Więc blog leżał odłogiem. Potem znów robota, bo obiecałem sobie, że tym razem zwlekać nie będę. I nastał nowy długi weekend. Można delikatnie się “rozpisywać” :)

ADHD w sieci

Jakaś bezsenność mnie wczoraj dopadła, więc siedziałem sobie przed monitorem i szukałem różnych ciekawych rzeczy. Na pierwszy ogień poszła moja pasja - czyli dzikie zakątki Polski. No więc czytałem, szperałem, oglądałem fotki i planowałem jakieś wyjazdy. Aż podkusiło mnie jakieś licho i wstukałem “ADHD”.

I znowu się zaskoczyłem, bo informacji, tak na mój pogląd, wciąż przybywa. Wiele jest w mowie obcej, niestety (zwłaszcza dla tych, którzy mową taką nie władają), ale polskie zasoby również wydają się “puchnąć”. Jakość tych materiałów bywa różna i różniasta. Są i głupstwa, że niby ADHD to z powodu zatrucia środowiska, czy palenia w czasie ciąży. Ale są i fajne artykuliki, które odwołują się i do przyczyn ADHD, i opisują objawy, i nawet o terapiach coś napomnkną. Różnie. W sumie o ADHD pozytywnie. I coraz tego więcej, co mnie cieszy, bo zawsze jest szansa, że ktoś się czegoś istotnego dowie.

Inna rzecz mnie zaś gnębi. Jeśli już w jakiejś interentowej gazecie pojawi się coś o nadpobudliwości, to zaraz jakiś bałwan komentuje, że to wymysł sfustrowanych psychologów i że za jego czasów to się biciem leczyło (jak nie przymierzając jeden z byłych ministrów). Czasem mam wrażenie, że takie opinie wyraża stały zestaw idiotów, bo wiele się powtarza i tak jakby nawet nicki podobne. Ja rozumiem, że osoby, które mają ADHD albo ich rodziny wyszukują w Internecie o tym informacji i potem komentują. Ale ci debile również szperają i to po to, żeby jakiś negatywny komentarz wstawić?! Jakiś kompleks to musi być, zacietrzewienie jakieś, skrzywienie. Wydaje im się, że znaleźli słabego przeciwnika, więc mogą walić, ile wlezie. Zresztą nie wiem - może to typ po prostu taki.

Podobnego sąsiada miałem kiedyś. “Nie, bo nie” - to było jego hasło główne. Jak chciałem wspólny płot odmalować, to nie, bo z jego strony mam nie tykać, a w ogóle to siatka jest jego i nie pozwala ruszać. Jak rów melioracyjny wszyscy pogłębiali, to na jego polu miał zostać zachwaszczony. Byle tylko sprowokować. Jak się dzieci bawią - to hołota, jak kosiarka chodzi - to spokój zakłóca. To pewnie taki typ podobny. Nie do pogadania, nie do życia.

Ot, i tematyka się “rozlazła”. Normalka u mnie. A o fajnych miejscach na wakacje miało być.

Zadyma w szkole

Wykrakałem! Poświąteczna sielanka długo nie trwała. Edek wrócił ze szkoły z kwicistym wpisem w dzienniczku, o treści mniej więcej takiej: “Syn podczas przerwy polewał wodą innych uczniów i sam siebie w sposób permanentny. Proszę o pilny kontakt z wychowawcą.” Poszedłem, cóż robić. Edek nie chciał powiedzieć, o co chodzi, więc wiedziałem, że jakaś większa zadyma się szykuje.

Z relacji nauczycieli wynikało, że Edek musiał chyba wozem strażackim do szkoły zajechać, bo schlapał uczniów w dwóch klasach (swojej i równoległej), dwa korytarze, schody, szatnię i pół podwórka. W jedną przerwę! OK, wszystko jest możliwe, tylko żadna z Pań nie widziała tego strażackiego wozu. No więc czego używał. Ano takiego plastikowego jajeczka, do którego pół szklanki wody wchodzi, które zostało mu odebrane i mi triumfalnie wręczone. No jakże to tym czymś mógł załatwić ze czterdziestu uczniów, dwie sale, korytarz, szatnię schody - o podwórku nie wspominając? “Przecież ma ADHD, to szybko biega” - wyjaśniła mi Pani. Tak szybko, że nikt nie zauważył, kiedy Edek wodą wszędzie polewał.

Jak więc go złapano? - się głośno zastanawiałem. No, kiedy wreszcie ktoś z szacownego grona się zorientował, że mokro, to zapytał uczniów - kto to zrobił. A ze trzech wskazało na Edka. No, to znaczy, że Edek za wszytsko odpowiada - bo wiadomo, że jak się coś dzieje - to Edek. Więc go zapytali, czy polewał, on powiedział, że tak, więc się na niego wydarli, więc on się obraził, więc kiedy drąc się, pytali, czy on sam to zrobił, to się wydarł również, że tak i że jeszcze te dziury w chodniku to też jego wina. Więc uznali, że tak faktycznie jest. W końcu Edek ma ADHD, to wiadomo, że wiele może zbroić.

Nikt nie wnikał, że wcześniej dwie klasy zmówiły się na wzajemną “walkę” na dużej przerwie i stąd tyle wody. Nie - winny jest Edek i jego sikaweczka wielkości cytryny. Ale to oczywiście dowiedziałem się w wyniku spokojnej rozmowy z dzieckiem, której jedynie przyglądała się Pani. Sama jak widać spokojnie porozmawiać nie potrafiła.

Znowu z sił opadłem. Jak z nimi rozmawiać? Bo przez rozum się nie da…

I po Świętach…

Się nie działo! Jak to w Święta, tylko pewnie do kwadratu. Porządki na ostatnią chwilę - od dwóch tygodni przekładane ze świadomością, żeby nie przeciągać, bo będzie jak co roku Sajgon. Jak zwykle zaczęliśmy w Wielki Czwartek po południu. Do późna w noc. A praca rano. Oczy na zapałkach. Mobilizacja, alarm. Czy są domy, gdzie jest spokojniej ;) ?

W sobotę nagłe poszukiwania koszyczka, bo rzecz jasna nie ma go tam, gdzie by się można było spodziewać. Galopada. ADHD się rozkręca, w domu tornado. Trzeba uciekać, bo już czuć tę nadchodzącą eksplozję… Przetrwaliśmy. Koszyczek nowy ze sklepu (teraz mamy dwa, bo oczywiście tamten stary się cudownie odnalazł).

 Święta spokój. Dzisiaj pierwszy dzień szkoły. Ciekawe, jak tam będzie - bo zawsze czekam, czy aby nie jakiś wpis w dzienniczku lub telefon. Na razie spokój, więc… odpoczywam po Świętach.

Groch o ścianę

No to się wku… Edek ma w szkole nową - nienową nauczycielkę. Jakieś dwa miesiące temu jedna pani się zwolniła, więc przyszła inna. Ja - nauczony wieloletnimi doświadczeniami - od razu umówiłem się na “widzenie”, żeby powyjaśniać, co i jak, co to ADHD, jak się objawia, jak postępować z dzieckiem.

(Niestety studia pedagogiczne koncentrują się na wielu perdołach, typu psychologia rozwojowa, czy w ogóle historia psychologii z Freudem na czele, co jak wiadomo jest wielce przydatne w szkole. Wiedza o ADHD w szkołach przydatna nie jest, bo nie ma ADHD, tylko złe wychowanie. To oczywiste).

No więc spotkałem się z przemiłą Panią, która uczy jeszcze w innej szkole od wielu lat. Wiedziałem, że ciężko będzie, bo takie panie z reguły wszystko wiedzą najlepiej. Więc podwójnie się starałem być miły, rzeczowy, pomocny i broń Boże nie podważać kompetencji. I wydawało się OK. Pani ze zrozumieniem kiwała głową, nawet ze dwa razy o coś dopytała, wzięła broszurki, polecane artykuły o ADHD w internecie, wykaz literatury, powiedziała, że poczyta i że wie, jakie ją wyzwanie czeka. Fajnie, pomyślałem, może spojrzy tu i ówdzie, dowie się czegoś o ADHD, no i pewnikiem będzie dobrze.

Otóż nie. Otwieram Ci ja zeszyt Edka wczoraj, a tam wielkimi literami, że pół strony zajęte (choć umawialiśmy się, że korespondujemy za pomocą dzienniczka, żeby Edek się nad zeszytem nie dekoncetrował i miał świadomość, że to do nauki tylko), no więc tam na pół strony:

“Proszę coś zrobić, żeby Edward się koncentrował na lekcji!!! Ja nie mogę mu poświęcać więcej czasu, niż innym, bo jestem sama w klasie. A on wciąż buja w obłokach. Proszę o pilną interwencję!”

Nawet się nie wściekłem. Opadłem z sił. Co, mam policję z interwencją nasłać?! To prawda, że znaczny odsetek Polaków nie rozumie tego, co czyta. Obawiam się, że sporo wśród nich nauczycieli.

Po Concercie

Jak niedawno pisałem (tutaj), za łóżkiem syna odkryliśmy swego czasu Concertę, którą on systematycznie wyrzucał w swej zbuntowanej zawziętości. Jako że nie było co z nią zrobić, bo raz - Franek odmawia współpracy, a dwa - tabletki jednak nieco “przechodzone”, postanowiłem potestować ją na sobie.

No i powiem Wam, że kurczę działa! Po dniach paru jakoś tak jaśniej w mózgu miałem, dni mi mniej uciekały i świat mniej wirował. No działało, psiakość. Ale Franek się zreflektował, tabletki zaczął łykać na powrót i dobre czasy dla mnie się skończyły :( . Czasem tylko, jak faktycznie coś mam strasznie trudnego do popracowania, to mu trochę podbieram. Swoją drogą ciekawe, jak podziałałaby Strattera ?

Trochę przerwy

Troszkę się posypało ostatnimi dniami. Blog zniknął, a ja nie wiedziałem dlaczego. Cóż okazało się, że nie tylko ludzie mogą mieć ADHD, serwery również ;) . Coś serwerowi nie pasowało, coś zgubił i zapomniał - w każdym razie ja nie umiałem na to nic poradzić, a i fachowcy się napocili. Ale w końcu zadziałało. I nadal działa :)

W necie o ADHD

Czasem, jak sobie poszperam w necie na temat wiadomy, to aż zaskakuje mnie popularność tego hasła. Szkoda tylko, że za popularnością nie idzie rzetelna i oparta na wiedzy informacja :(

A więc są politycy, którzy innym politykom zarzucają “polityczne ADHD” - w kontekście “awarturnictwo, głupota, brak sensu”. Ja się wtedy gotuję. Bo kto jak to, ale polityk, a do tego postać sztandarowa partii rządzącej, powinien wykazać się wiedzą i pewnym społecznym wyczuciem, nawet w ferworze dyskusji. A tak utrwala stereotyp adehadowca - rozbójnika i nicponia. Co mu to dało, oprócz taniego poklasku i chęci zaskoczenia płytką metaforą. Chwileńkę tryumfu najwyżej. A co zaszkodził, to zaszkodził, znowu, poprzez media utrwala się skojarzenie - “ADHD - łobuz”. Tak, panie pośle Nowak. Trochę refleksji nad słowami.

Ale z drugiej strony w necie jest sporo wiedzy na temat nadpobudliwości. ADHD tu, ADHD tam, ADHD gdzie indziej. Może to nie są pełne informacje, może nie naukowe i czasem z jakimś małym błędem, może nie takie, jak na profesjonalnych portalach, poświęconych ADHD, jednak coś wnoszą pozytywnego, są jakąś małą kropelką skałę drążącą. I z tego się cieszę, mając nadzieję, że ktoś przecież te informacje czytać musi. Ja dawno temu takich szans nie miałem, żeby się czegoś dowiedzieć, to szperałam w bibliotekach, na zagranicznych portalach. Więc lepiej chyba jest….

Tak dość optymistycznie na koniec :)