Wakacje

W końcu wróciliśmy z połówki urlopu. Połówki - bo jak zwykle u osób z ADHD, decyzja co do miejsca i czasu ciągnęła się i ciągnęła, i nastał maj, czerwiec i lipiec, i nic. No a potem w trzy dni spakowaliśmy się - i w drogę. Nie bez problemów oczywiście. Franek oświadczył, że ze starymi nigdzie nie jedzie i zostaje w domu. OK. Na sześć godzin przed wyjazdem jednak stwierdził, że jadą - znaczy on i dziewczyna. To trzeba załatwić dodatkowy pokój w hotelu. Oczywiście nie ma miejsc. Więc szukamy. W końcu - to on znowu nie jedzie. Chaos jak sto pieronów. Znowu jedzie. Znależliśmy hotel, ale 10 kom dalej. Jedziemy. Będziemy tutaj.

Wyjeżdżamy. W dwa samochody. Znaczy nie tak prędko, bo jeden wóz od miesiąca niejeżdżony i jakoś tak dziwnie nie ma do niego dokumentów. Wywracamy dom do góry nogami i nie ma. Jadę do biura - bo może tam został. Nie ma. Dzwonię do mechanika, czy na pewno mi oddał. Ten przestrząsa warsztat. Zaklina się, że oddał. Mamy już pięć godzin obsuwy, ciemna noc, a mieliśmy wczesnym popołudniem wyjeżdżać. Dobra, ryzykujemym jedziemy bez papierów. Sięgam do schowka po mapę. Znajduję papiery do drugiego auta. Po prostu ADHD w czystej postaci. Jak Dominika z nami trzema wytrzymuje i tyle lat wytrzymała?!

Dojechaliśmy, odespaliśmy. Franek z Martą gdzieś się zapodziali, myśmy pierwszy dzień leniuchowali. A potem katakumby, czyli bunkry, schrony, podziemne korytarze. Ogniska i grille i znowu bunkry. Potem bunkry, ale samotnie, bo się reszta zbuntowała i poszła opalać. Na kij mi słońce - skoro są bunkry :) .

Tydzień minął. Wróciliśmy niebywale płynnie, co nawet mnie mocno zdziwiło. Tylko jeszcze dom posprzątać, po tych przedwyjazdowych poszukiwaniach trzeba było. Ufff… Urlopy bywają męczące. Zwłaszcza że jeszcze została druga połówka do wykorzystania - tylko kiedy i gdzie?

Zostaw komentarz

Do komentowania konieczne jest zalogowanie się.